piątek, 18 lutego 2011

Dzikie Bieszczady w zasiegu ręki...

To tylko 2 godziny z Krakowa - tam studiował Jarek nasz prowadzący. Opowiadał z pasją o kilku swoich wyprawach wraz z przyjaciółmi. Ich główny cel - "znaleźć żubra". Niekoniecznie tego z butelki, ale i taki bywał.



Napatrzyliśmy się na piękne bieszczadzkie krajobrazy to zima to wczesną wiosną. Wszystko wyglądało przepięknie.
 
 
Stado żubrów dla Jarka było widoczne na zdjęciu od razu, my musieliśmy się trochę przyjrzeć.

Za to tu nie ma już żadnych wątpliwości. Każde "zwierzątko" może ważyć 1 tonę, co nie znaczy że nie jest zwinne.



No i te tropy niedźwiedzia... ich wielkość robiła wrażenie.... Jak to było na Alasce, brązowy niedźwiedź się wspina a czarny nie? Nie wiem czy miałbym odwagę czekać na konfrontację.
Można tu spotkać dużo dzikiej zwierzyny. Dla tych którzy nie boją si podglądać to raj. Mieszkać też jest gdzie bo można załapać się na tani nocleg w chacie turystycznej.



Pamiętajcie tylko żeby na odchodne narąbać drewna dla tych którzy przyjdą po was.....



Jednym słowem - Jedźcie w BIESZCZADY!!!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza