Od początku zatem - nasze rowery profesjonalnie zapakowane na przyczepce rozpoczęły swą podróż o 3.00 wraz z nami. My spaliśmy
Załadunek przebiegł bardzo sprawnie. Rowery prawie same wjeżdżały.
Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie z flagą...
Podróż statkiem trwała i trwała. Tylko najsilniejsi dali radę nie spać. Pogoda była bardzo senna, a za nami nieprzespana noc.
Na 5 dni Hasle Familie Camping był naszym domem.
Był instruktor wodnego aerobiku i zajęcia w Bałtyku..
Podczas ekspedycji Głomia był mocz pawiana, tu misie Haribo puchły do rozmiaru niedźwiadków - Potrawa otrzymała nazwę Słońce Bornholmu
Zdobyliśmy Hamershus - w pocie i spiekocie dnia.
Jak to na wyspie - wszędzie było morze, statki, kutry i ryby
Śledzie, makrele, krewetki i małże wszystko pod ręką i wszystko takie dobre.
Próbowaliśmy tych smaków i prawdziwej potrawy "Słońce Bornholmu" (śledź, sól, rzodkiewka, szczypiorek i żółtko) także.
Pychota.
Rowery fajna sprawa, ale jak się widzi taką gablotę, to trudno zrezygnować z przejażdżki... Prawo jazdy? Jakie prawo jazdy?
Łatwo było nas rozpoznać, dla słabszych były napisy na koszulkach.
Wyginałem się jak mogłem żeby zapewnić odpowiednie atrakcje.
Jak było trzeba łapaliśmy słońce Bornholmu w rękę,
żeby dłużej zatrzymać i patrzeć i patrzeć na jego zachód.
Zdobyliśmy 3 rotundy. Naprawdę robią wrażenie.
I niespodziewanie nadszedł czas powrotu.
Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie z flagą i gospodarzami.
Kapitan statku i załoga byli bardzo mili. Godnie przyjęli nas na pokładzie.
To koniec naszej przygody - rowery na pakę i do domu.
Gdzie pojedziemy w przyszłym roku?Może do króla Juliana, Morta i spółki.... zobaczymy.
Z taką ekipą można jechać wszędzie....
Zaczynamy planować.
Film z Ekspedycji Bornholm się zmontuje na nasz festiwal relacji z podróży "Kocioł" we wrześniu tego roku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz